Cieszę się że zdecydowałeś się przeczytać o tym co Bóg zrobił w moim życiu. Powiem najpierw trochę jak to było "kiedyś", zanim zdecydowałem się powierzyć temu, który stworzył świat.
Moi rodzice rozwiedli się gdy miałem 10 lat. Żyłem więc w rodzinie coraz częściej spotykanej w naszym kraju. Jak większość nastolatków byłem zbuntowany wobec otoczenia i odrzucałem powszechnie panujące zwyczaje. Starałem się być szczery wobec siebie i gdy nie widziałem sensu robienia czegoś, to po prostu tego nie robiłem.
Z tego też powodu zrezygnowałem z wszechpanującej religii. Nie widziałem pozytywnych owoców chodzenia do koscioła i robienia wielu dziwnych dla mnie rzeczy, więc bedąc konsekwentnym nabijałem się z wszelkich pozorów wiary czy pobożności.
W końcu jednak znalazłem sobie swojego boga i stał się nim komputer. Spędzałem przy nim długie godziny, wydając jednocześnie mnóstwo gotówki na giełdzie i wsiąkając w związane z tymi samymi zainteresowaniami środowisko.
Nie powiem by moje życie było straszne ze względu na to co robiłem bo tak nie było. Mogę tylko powiedzieć że było potwornie puste. Rozglądałem się dookoła i wszystko co widziałem to śmietnik. Rodziny, które rozpadają się pośród cierpienia. Ludzi, którzy popełniają samobójstwa mimo tego że pozornie niczego im nie brakuje. Osoby, które chodzą co tydzień do kościoła, ale nie wiedzą kim jest Bóg i czy naprawdę życie ma jakiś sens. I wreszcie pieniądze, które rządzą wszystkim.
Pewnego dnia niesamowitym zbiegiem okoliczności (dziś wiem że nie ma zbiegów okoliczności :) pojawiłem się na zimowym obozie, który był prowadzony przez organizację prowadzoną przez chrześcijan - przynajmniej za takich się podawali. Wszystko co tam się działo odbiegało dosyć znacznie od tego do czego byłem dotychczas przyzwyczajony.
To co najbardziej mnie zdziwiło to "unosząca" się atmosfera. To było coś czego nie można zdefiniować, ale po prostu się czuło. Powodowało to radość i otwartość, której nigdy wcześniej nie spotkałem. Ludzie którzy prowadzili ten obóz mówili dużo o Bogu i o tym jak każdy z nich podjął decyzję powierzenia Mu swojego życia.
Muszę powiedzieć że ten pierwszy obóz nie bardzo mnie zmienił, ale podjąłem decyzję że będę jeździł tam co pół roku, ponieważ z taką częstotliwościa były one organizowane. A to wszystko dlatego, że ci ludzie mieli coś czego mi brakowało. Tak więc te wyjazdy były swoistą odskocznią od szarej codzienności.
Zauważyłem wtedy dwie sprzeczności. Zarówno wkoło mnie wiele osób mówiło o Bogu, jak i ci ludzie, z którymi widziałem się co pół roku. Ale to co obserwowałem dookoła to wdzierająca się dewocja i sztuczność, natomiast na obozach łatwo dostrzegalna była otwartość i prosta radość z życia. Nie mogłem tego zrozumieć - zupełnie jakby ci ludzie mówili o dwóch różnych rzeczach.
Co wieczór każdy z organizatorów obozów International Messengers (bo tak ma na imię ta organizacja) opowiadał o tym jak Bóg zmienił jego życie. Były one dla mnie historiami nie z tej ziemi. Bo jak jest możliwe by ktoś tak abstrakcyjny jak Bóg, mógł tak realnie działać ?
Potem, pewnego wieczora każdy miał możliwość podjęcia indywidualnej decyzji co do ustanowienia Jezusa Chrystusa swoim Panem. Pomyślałem sobie że nie mam nic do stracenia. Jeśli jakimś cudem Bóg może być tak realną istotą jak opowiadali ci ludzie, to ja chce być jego przyjacielem i sługą.
Później właściwie dowiedziałem się co zrobiłem. Przeczytałem w Biblii że karą za grzech jest śmierć. Jezus umierając na krzyżu zapłacił tą cenę. Teraz do każdego należy decyzja, czy przyjmie tą ofiarę, czy sam zapłaci cenę. Ja postanowiłem wziąć to co Bóg mi dał. Przez to uzyskałem pewność tego że jeśli umrę, to będę dalej żył z moim Zbawicielem na zawsze.
Ale co się zmieniło po powrocie do domu ? Właściwie to od razu zmieniło się niewiele. Z czasem, jednak zmiany zaczeły następować coraz szybciej. I co najlepsze to tempo wciąż się wzmaga.
Bóg zaczął mnie uczyć najprostszych rzeczy, by po pewnym czasie przejść do bardziej złożonych zagadnień. Jedna rzecz, której się nauczyłem zaważyła na wszystkich innych. A mianowicie ta, że "Biblia jest Słowem Bożym". Niby proste, ale stosowane konsekwentnie sprawia że musimy płynąć pod prąd znacznej ilości promowanych dzisiaj przekonań.
Wiekszość z tych, którym choć trochę zależy na prawdzie boi się czytać Biblię bez narzuconej interpretacji, ponieważ uważają że są ludzie bardziej przygotowani do jej wyjaśniania. Poza tym łatwiej jest zrzucić odpowiedzialność na kogoś innego, ale jeśli Biblia mówi prawdę, to każdy bedzie osądzony indywidualnie. Stojąc po śmierci przed tronem Boga, stworzyciela wszystkiego co istnieje, będziemy odpowiadać tylko i wyłącznie za siebie.
Jak jednak moja decyzja wpłynęła na moje życie ? Mógłbym mówić długo. Przede wszystkim zmieniły się moje cele. Zrezygnowałem z królowania komputera w moim życiu. Postanowiłem sobie że będę pytał Boga o to czego po mnie oczekuje. I On zaczął mi mówić. A ja po prostu robię to co on mi każe. To przynosi satysfakcję jakiej nigdy wcześniej nie miałem i przyjaciół, którym mogłem pomóc.
Poza tym nie muszę się niczego obawiać. Cały świat pogrążany jest w psychozie strachu przed bezrobociem, brakiem pieniędzy, wojną...
Ja dzięki Bogu już nie, ponieważ mam pewność że cokolwiek się stanie, Bóg w praktyczny sposób się mną zaopiekuje.
I zrobił On jeszcze wiele innych rzeczy a uczyni jeszcze więcej. O wielu nie powiedziałem, ponieważ zabrakło by tu miejsca. Jeśli chcesz się dowiedzieć, to napisz. Z każdym dniem dochodzą nowe...
Marcin Kosiński (zwany Hugo a czasami także Beavisem)
hugo4jc@ptew.org.pl
www.ptew.org.pl/~hugo

